Tłumacz języka chińskiego i angielskiego, Chinese language translator and interpreter, Polish language translator and interpreter

przekłady literatury
z chińskiego :: z angielskiego :: z esperanta :: publikacje :: chińskiego:: angielskiego&esperanto :: Polish poetry :: kontakt

printer.gif, 0 kB Wersja do druku

Niestety oryginał utraciłem. Zmieszał się w torbie z czekoladą ze słoika, który pękł. Musiałem wyrzucić :-(

Powrót do spisu

printer.gif, 0 kB Wersja do druku

Historia średniowiecza 284-1500 Sidney Painter
fragment



Rozdział I

RZYM I GERMANIE 1.

Późne Imperium Rzymskie 2.

Najazdy Germanów

Kultura zachodniej Europy w okresie, zwanym ogólnie średniowieczem, była mieszanką kultury późnego Imperium Rzymskiego oraz kultur różnych ludów, nazywanych przez Rzymian barbarzyńcami. Określenie „kultura późnego Imperium Rzymskiego” oznacza tutaj stan, jaki uformowany został na początku IVw. przez Dioklecjana i Konstantyna Wielkiego. Instytucje Cesarstwa Rzymskiego ustanowione przez Augusta (31p.n.e.-14n.e.) zmieniły się niemal nie do poznania przed 284 rokiem, kiedy Dioklecjan (284p.n.e.-305) został cesarzem. On jak i jego następca Konstantyn (306.p.n.e-37) stworzyli nowe cesarstwo, które znacznie różniło się od starego. To właśnie kultura tego nowego cesarstwa połączyła się z kulturami ludów barbarzyńskich, głównie Celtów i Germanów, aby uformować kulturę średniowieczną. W tym rozdziale rozpatrzymy te kultury: rzymską, celtycką i germańską; jako tło średniowiecza. Nie jest naszym celem dokładnie je opisać. Przyjrzymy się tylko pobieżnie tym aspektom, które były istotne dla historii zachodniej Europy w średniowieczu. 1.

Późne Imperium Rzymskie

Pod względem obszaru geograficznego imperium jakim władali Dioklecjan i Konstantyn nie wiele się różniło od tego, jakim władali ich poprzednicy. Jego najbardziej na północ wysuniętą granicą był Wał Hadriana, który przebiegał wzdłuż Brytanii od okolic Carlisle do miejsca, gdzie dziś położone jest miasto Newcastle nad rzeką Tyne. Od Morza Północnego po Morze Czarne linia graniczna ciągnęła się wzdłuż Renu i Dunaju. Od Trebizondu na południowym wybrzeżu Morza Czarnego po Ocean Atlantycki wschodnie i południowe granice imperium nie opierały się o naturalne przeszkody. Zamykały w sobie całą Azję Mniejszą oraz pas o różnej rozpiętości ciągnący się wzdłuż wschodnich i południowych wybrzeży Morza Śródziemnego, zawierając w sobie dzisiejszą Syrię, Palestynę, Egipt, Trypolis, Tunis, Algierię i Maroko. Cesarstwo to było w zasadzie państwem śródziemnomorskim – jedynie górny Egipt, północno-wschodnia Hiszpania, północna Galia i Brytania, to tereny leżące w większej odległości niż 250 mil od Morza Śródziemnego. Jedynie Brytania, północna Galia i obszary położone nad Dunajem znajdowały się poza obszarem nazywanym przez geografów Basenem Morza Śródziemnego.

Podział administracyjny późnego Cesarstwa Rzymskiego był niezwykle złożony. Istniały cztery wielkie jednostki zwane prefekturami. Prefektura Galii obejmowała Brytanię, Galię, Hiszpanię oraz obszar znany dziś jako Maroko. Prefektura Italii składała się z terenów położonych pomiędzy Dunajem a Morzem Adriatyckim, Italii oraz obszarów znanych dziś jako Algieria, Tunis i Trypolis. Prefektura Ilyrii zawierała Dację, Macedonię i Grecję. Resztę imperium stanowiła Prefektura Wschodnia. Poniżej prefektur były diecezje. Brytania na południe od Wału Hadriana była Diecezją Brytyjską. Diecezja Galijska obejmowała terytorium obecnej Francji i sięgała swymi granicami aż po Ren i szczyty Alp. Diecezja Hiszpańska to współczesna Hiszpania i Maroko. Diecezja Italska to współczesne Włochy rozszerzone o rejon górnego Dunaju. Północna Afryka od Maroko po Egipt stanowiła Diecezję Afrykańską. Jako że w polu naszych zainteresowań leży głównie zachodnia połowa imperium, nie ma potrzeby wymieniać diecezji Prefektury Wschodniej. Diecezje dzieliły się na prowincje. W Diecezji Brytyjskiej były cztery prowincje, w Diecezji Galijskiej piętnaście a w Hiszpańskiej – sześc. Na samym dole znajdowały się najmniejsze jednostki: civitas, czyli miasta oraz terytoria od nich zależne. Cesarstwo Rzymskie było w zasadzie aglomeracją miast-państw, stąd też miasta oraz przyległe do nich ziemie stanowiły podstawową jednostkę podziału administracyjnego.

Teoretycznie to wielkie imperium rządzone było przez dwóch starszych cesarzy zwanych augustami oraz dwóch młodszych cesarzy zwanych cezarami. Od cezara oczekiwano, iż ten pełnić będzie funkcję zastępcy augusta oraz że odziedziczy jego pozycję, kiedy ten pierwszy umrze. Nie uważano, iż władza cesarska jest podzielona, lecz raczej iż cieszyć się nią może wspólnie kilka osób. W praktyce był zazwyczaj jeden august lub dwóch, a liczba cezarów wahała się od jednego do trzech. Każdy august – i do pewnego stopnia każdy cezar –posiadał własną część cesarstwa, którą władał tak jak mu się żywnie podobało. System, w którym cezarowie byli naznaczeni jako następcy augustów, został stworzony przez Dioklecjana jako środek zapobieżenia swarom, co do sukcesji; nie działał on jednak bardzo dobrze. Większość cezarów była bardzo niecierpliwa, aby zostać augustami, a wobec tego nie była skłonna czekać, aż starszy cesarz umrze. Ponadto każdy generał z oddaną mu dywizją żołnierzy był skłonny spróbować zostać augustem lub cezarem. Jedynie silne rządy Konstantyna, który czynił cezarami swych własnych synów, mogły przynieść zaniechanie wojen domowych między aspirującymi do tronu rywalami.

Zanim Dioklecjan został cesarzem, pieczołowicie ukryta dyktatura polityczna ustanowiona przez augusta zmieniła się w jawny absolutyzm. Władza i przywileje, jakimi cieszył się niegdyś Senat Rzymski, albo uniknęły, albo też straciły swe znaczenie. Cesarstwo rządzone było wedle prawa, lecz jedynym źródłem tych praw był cesarz. Od zarania cesarstwa cesarz stawiany był na równi z bogami, w rzeczy samej był on jedynym bogiem czczonym na obszarze całego kraju. O ile boski charakter cesarza nie był brany bardzo poważnie w Italii, w pozostałej części imperium, a zwłaszcza na wschodzie, był on całkowicie przyjęty. Wprowadzenie chrześcijaństwa jako religii państwowej uniemożliwiło oczywiście dalsze uważanie cesarza za boga. Chrześcijaństwo jednak przyjęło neoplatońską koncepcję hierarchii bytów między człowiekiem a Bogiem. Stąd też cesarze stawali się, jak królowie okresu hellenistycznego, specjalnymi komisarzami Boga, znacznie bardziej boscy niż pospolici ludzie.

Dioklecjan i Konstantyn otaczali swe święte postacie niemal niewiarygodną pompą i majestatem. Dioklecjan zbudował wielki pałac w Spalato, podczas gdy Konstatntyn rozpoczął prace nad przepiękną rezydencją cesarska w swej nowej stolicy – Konstantynopolu. W ich pałacach roiło się od służby i straży różnych stopni. Główny oficjel pałacowy, Wielki Szambelan, był jednym z najwyższych dygnitarzy imperium. Poza prestiżem płynącym z rządzenia tymi, którzy służą cesarzowi, miał on również realną władzę polityczną polegającą na osobistym kontakcie z niemal nieprzystępnym despotą.

Cesarz rządził za pomocą rozbudowanej biurokracji podzielonej na dwie hierarchie: cywilną i wojskową. Najwyższymi urzędnikami cywilnymi byli czterej prefekci, którzy władali czterema prefekturami. Pod nimi usytuowani byli wikarzy, zarządzający diecezjami i rektorzy lub też gubernatorzy prowincji. Centralna administracja cywilna w Konstantynopolu podzielona była na trzy departamenty. Na czele każdego z nich stał magister, a wszystkie razem leżały w gestii urzędnika zwanego magister oficiorum, który to miał równie wiele władzy i godności jak prefekci. Te trzy departamenty posiadały swoje przedstawicielstwa w prowincjach. Hierarchia wojskowa dowodzona była przez dwóch wysokich oficerów: mistrza kawalerii i mistrza piechoty. Niżsi oficerowie, którzy służyli jako lokalni dowódcy, nosili tytuł dux. Legiony dowodzone były przez prefektów.

Chociaż zarówno cywilni jak i wojskowi urzędnicy byli instrumentami wykonującymi polecania cesarza, armia była podstawą władzy cesarskiej. Jakakolwiek byłaby na ten temat teoria, w rzeczywistości ten, któremu lojalne było wojsko, stawał się cesarzem i mógł utrzymać swą pozycję dopóty, dopóki żołnierze byli mu oddani. Ponadto bezpieczeństwo zewnętrzne państwa zależało od armii. Wielcy cesarze, jak Dioklecjan i Konstantyn, byli dobrymi żołnierzami i zdolnymi generałami. Imperator, czyli cesarz, termin, który pierwotnie oznaczał głównodowodzącego, był najważniejszym spośród cesarskich tytułów. Armię można podzielić na trzy grupy z uwagi na funkcję, jakie spełniała poszczególna grupa. Były dwa korpusy straży cesarskiej, których obowiązkiem było chronić osobę cesarza. Następnie była armia ruchoma, gotowa do wymarszu ku zagrożonej agresją granicy lub w celu stłumienia rebelii. Były wreszcie wojska, które patrolowały granice imperium. Najlepsze dane szacunkowe, jakie są nam dostępne, mówią o 250000 żołnierzach piechoty i 110000 kawalerii w wojskach przygranicznych oraz 150000 piechoty i 46000 kawalerii w wojskach ruchomych; można jednak wątpić, iż armia ta była naprawdę taka wielka. Należy zauważyć, iż znaczną część tejże armii stanowili barbarzyńcy. Chociaż legiony wciąż były zasilane z poboru mieszkańców imperium, siły pomocnicze, zwłaszcza kawaleria, składały się głównie z Germanów. Czasami były to oddziały wojsk germańskich zapisanych jako indywidualni żołnierze i dowodzeni przez Rzymian. Często jednak oddział Germanów był najmowany, aby pod ich własnym dowódcą bronić granic cesarstwa. Germanie byli również przyjmowani do straży cesarskiej i wielu z nich sięgnęło po wysokie stanowiska.

Relacje między przedstawicielami biurokracji, między nimi a ludem imperium oraz między samym ludem określało Prawo Rzymskie. Od zarania Republiki Rzymskiej prawo to rozwijało się i zmieniało, aby sprostać nowym wymaganiom. Składało się z legislacji takich ciał jak Senat, decyzji sędziowskich oraz dekretów wydawanych przez cesarza. W czwartym wieku niemal całą nową legislację stanowiły edykty cesarskie. Tak też na przestrzeni wieków wszystkie problemy, jakie powstają, gdy wielkie skupiska ludności żyją razem w ucywilizowany sposób na obszarze wielkiego imperium, rozwiązywane były na podstawie Prawa Rzymskiego. Za kilkaset lat dopiero pojawią się pytania, na które w prawie tym brak odpowiedzi.

W czwartym i piątym wieku prawo to uległo wieloaspektowym zmianom, aby sprostać potrzebom nowej religii państwowej, jaką stało się chrześcijaństwo. Ostatecznie w piątym i szóstym wieku cesarz Teodozjusz II (408-50) oraz Justynian (527-65) zebrali te ogromne masy praw i uporządkowali je, a następnie opublikowali. Legislacja cesarska została zgromadzona w Kodeksie Teodozjusza i Justyniana. Decyzje dworskie i opinie wyrażone przez autorów książek prawniczych zgromadzono w Zbiorze Justyniana. Zarówno w Kodeksie jak i w Zbiorze prawo zorganizowane było w porządku systematycznym. Te szczegółowe opisy prawnych instytucji Cesarstwa Rzymskiego miały wielki wpływ na historię Wieków Średnich.

Majestatyczne pałace cesarskie, hordy cesarskich urzędników, służby i straży, rozbudowana biurokracja oraz armia – wszystko to kosztowało krocie. Dwaj augustowie i dwaj cezarowie obciążali państwo czterema rezydencjami cesarskimi. Nawet jeśli urzędnicy byliby szczerzy, koszty imperium byłyby i tak bardzo ciężkie do zniesienia przez lud. Nie da się jednak ukryć, iż korupcja panoszyła się wszędzie i że nawet najbardziej zagorzały cesarz nie wiele mógł na to poradzić. Urzędnicy częstokroć wyciągali znacznie więcej od tych, których pod sobą mieli, niż przekazywali swemu panu – cesarzowi. Podczas tego długiego okresu niemal nieustającej wojny domowej od śmierci Komodusa do wstąpienia Dioklecjana na tron, bilon imperium był dewaluowany tak często, iż system monetarny był w kompletnej rozsypce. Stąd też Dioklecjan wyznaczył podatki w naturze a nie w pieniądzu. Z początkiem każdego roku cesarz ogłaszał stopy podatkowe na ten rok i daty były zazwyczaj liczone od tych ogłosin. Podatki zbierane były przez mieszczan zwanych curiales, spośród których wybierano urzędników miejskich. Jeśli nie byli oni w stanie zebrać wymaganej sumy od ludu miasta oraz zależnych od niego ziem, musieli zapłacić sami.

Ciężar opodatkowania i nadużyć byłby może i do zniesienia, gdyby Cesarstwo Rzymskie utrzymało dobrobyt ze wczesnego okresu, ale w ciągu wojen domowych trzeciego wieku stan ekonomiczny państwa poważnie się pogorszył. Wczesne imperium było jednostką ekonomiczną z ekstensywnym przepływem towarów między różnymi jego częściami. Wojny domowe nie tylko utrudniły bezpośrednio handel, ale umożliwiły powstanie ogólnego zamieszania. Bandy czyhały na drogach, a piraci na szlakach morskich. Zanim Dioklecjan wstąpił na tron, handel niemalże zanikł i wiele prowincji miało skąpy kontakt z reszta kraju. Wszyscy, którzy żyli z handlu i wytwórstwa, zubożeli.

Sytuacja ta stworzyła poważny problem dla rządzących cesarstwem, gdyż polegali oni zawsze na usługach świadczonych im przez różne gildie. Mówiliśmy już o tym jak to curiales, czyli wyższe klasy mieszczaństwa, odpowiedzialne były za ściąganie podatków. Kiedy nie potrafili zebrać podatków od ludu, curiales stawali w obliczu ruiny. Porzucali oni wtedy zazwyczaj swój posterunek i szukali lepszego życia gdzie indziej. Rząd w odpowiedzi ustanowił dziedziczność tejże pozycji i zabronił komukolwiek jej porzucania. Kiedy właściciele statków odkryli, iż nie stać ich dłużej na dostarczanie ziarna dla rządu do Rzymu i Konstantynopla, co było ich obowiązkiem, starali się znaleźć inne zajęcie i również im tego zabroniono. Jedna po drugiej ważkie profesje cesarstwa stawały się dziedziczne, a tym, którzy się nimi zajmowali, nie wolno było zmieniać zawodu.

W ten oto sposób zabiegi rządu, mające na calu rozwiązanie problemów ekonomicznych, doprowadziły do stratyfikacji społeczeństwa. Wielu zostało przypisanych na zawsze do pozycji pełnionej przez swych ojców. Kolejnym wynikiem tych działań był stopniowy zanik klasy średniej. Rosnące potrzeby rządu, rujnowały te grupy, na które spadał największy ciężar – ludzi, którzy posiadali nieco dóbr, ale nie mieli żadnych wpływów politycznych. Te same jednak siły, które zubożyły klasę średnią, umocniły arystokrację.

Trudno znaleźć termin, który dokładnie opisywałby wyższe klasy społeczeństwa późnego Cesarstwa Rzymskiego. Chociaż nie wszyscy arystokraci byli senatorami, chyba najłatwiej będzie nazwać ich klasą sanatorską. Składała się ona głownie z wysokich urzędników oraz ich potomków. Jej członkom dodawały godności przeróżne tytuły honorowe jak na przykład vir clarissimus. Senator zazwyczaj był w posiadaniu wielkiego majątku ziemskiego, który to leżał poza jurysdykcją władz miejskich. Teoretycznie senator taki płacił podatki bezpośrednio do kasy cesarskiej, w praktyce jednak był on w stanie uniknąć wielu z nich. Jego grunty były uprawiane przez ludzi zwanych kolonami. Każdy kolon posiadał skrawek ziemi, za który opłacał dzierżawę w pieniądzu, produktach lub usługach. Prawo cesarskie zabraniało mu opuszczania ziemi. Niektórzy kolonowie byli potomkami niewolników; formalnie uwolnieni, ale wciąż uprawiali rolę dla swojego pana. Inni byli drobnymi rolnikami, którzy oddali swą ziemię, aby uniknąć ciężaru podatków. Niektórzy senatorowie sprowadzali Germanów z odległych rubieży i osiedlali ich jako kolonów na swoich majątkach.

Krótko mówiąc, w późnym Cesarstwie Rzymskim istniała niewielka klasa wyższa, która posiadała zarówno bogactwo jak i wpływy polityczne. Członkowie tej klasy żyli w pięknych domach w centrum swych posiadłości. Otoczeni byli przez służbę i niewolników. Wielu z nich miało również własną straż składającą się często z Germanów najętych w tym celu. Poniżej znajdowała się szybko zanikająca klasa średnia – jej członkowie chylili sie ku statusowi nie wiele lepszemu od tego, jaki był udziałem kolonów, pracujących na posiadłościach senatorskich. Ta niższa klasa, z kolei, która stanowiła najliczniejszą część populacji, mieszała się coraz bardziej ze sprowadzanymi barbarzyńcami.

Zostawiając na boku polityczne, ekonomiczne oraz społeczne instytucje późnego Cesarstwa Rzymskiego i rozpatrując te aspekty cywilizacji, które są ogólnie nazywane kulturowymi, sprawy ogromnie się komplikują. Pierwotny geniusz Rzymu, był w zasadzie militarno-polityczny. Rozwinął on niezwyciężoną armię, wydajny rząd, i wielki zestaw praw. Idee jednak, inspiracje i modele, na których bazowała większość jego literatury i sztuki zaczerpnięte zostały z hellenistycznego Wschodu. Choć w swym złotym wieku literatura łacińska osiągnęła szczyty, nigdy nie była ona naprawdę rzymska w swej istocie. Wojska Rzymu podbiły świat śródziemnomorski, jednak jego język i kultura nie odniosły tak wielkiego sukcesu. Wschodnia część imperium pozostała zasadniczo grecka we wszystkich aspektach kulturowych. Rzymianie wnieśli do hellenistycznego świata nowe instytucje polityczne, jednak jego ogólna kultura pozostała nienaruszona. Kultura łacińska tak więc, która w dużej mierze była sama w sobie rozwinięciem kultury greckiej, miała niewielki wpływ w bardziej zaawansowanej połowie imperium. Mogła ona zaniknąć nie naruszając tym poważnie ogólnego poziomu kulturowego.

Na Zachodzie, ludy podbite przez Rzymian nie miały wiele własnej kultury. Łacina stała się dla nich językiem literatury i szkolnictwa jak też i polityki. To co otrzymali z dziedzictwa kulturowego antyku, przyszło do nich za pośrednictwem łaciny. Stopień, do jakiego kultura łacińska przesiąkła masy populacji, różnił się bardzo w różnych regionach. W Galii i Hiszpanii Łacina potoczna – język, którym na co dzień mówili Rzymianie, a który z biegiem czasu stał się całkiem różny od pisanego – wyparła rozmaite lokalne języki. W Brytanii, jak łatwo się domyślić, transformacja ta nie miała miejsca. Nawet jednak w rejonach, gdzie łacina stała się językiem mówionym, nie wielu było naprawdę zaznajomionych z kulturą łacińska. Zdobywanie wiedzy i delektowanie się literaturą wymagało kształcenia i wolnego czasu, na co tylko wyższe klasy mogły sobie pozwolić. We wczesnym okresie Cesarstwa, dostatnio żyjąca klasa średnia, jak na przykład curiales, stanowiła prawdopodobnie część tej wykształconej grupy. Jej zanik musiał pozostawić kulturę łacińska w rękach senatorów oraz ich rodzin.

Pod koniec trzeciego wieku pogańska kultura łacińska przestała być twórcza. Senatorowie oraz ich przyboczni czytali i studiowali autorów Złotego Wieku, którzy służyli im jako model ich własnej twórczości. Pisarze i poeci czwartego wieku byli spichlerzami kultury klasycznej, ale czynili niewiele poza szanowaniem i zachowywaniem swego dziedzictwa. Pod koniec czwartego wieku większość tych, którzy uważani byli za wykształconych, nie była w stanie zrozumieć trudniejszych dzieł starożytnych, tak wiec grupka niewielu prawdziwych uczonych, jaka się jeszcze ostała, przygotowywała dla nich podręczniki i proste instrukcje.

Podczas gdy w większości dziedzin późne Cesarstwo Rzymskie było okresem schyłku, na polu religii był to czas rozkwitu. Jest być może wiele prawdy w często przytaczanym stwierdzeniu, że w czasie polityczno-ekonimicznego zamieszania, umysł ludzki skłania się ku sprawom duchowym. Jest tak czy nie, trzeci jak i czwarty wiek był świadkiem szybkiej ekspansji nie tylko chrześcijaństwa ale i wielu kultów pogańskich. Starożytna religia rzymska nie miała wiele emocjonalnej treści. Odprawiano tradycyjne obrzędy, aby bogowie sprzyjali ludzkim działaniom. Religia była w dużej mierze sprawą skrupulatnego dotrzymywania umowy. To samo tyczyło się religii ludów zachodnich, podbitych przez Rzymian. Religia rzymska nigdy nie miała wyłączności. Bogowie czczeni przez Galów i Brytów byli albo identyfikowani z podobnymi bogami Rzymian, albo też dodawani po prostu do niebiańskiej galaktyki. Rzym pełen był bogów obcego pochodzenia. Wszystkim tym bogom, powszechnym i lokalnym, służono z należnym rytuałem jednak z małym entuzjazmem religijnym.

Entuzjazmu tego, który dla wielu jest ważnym składnikiem religii, dostarczały przeróżne kulty sprowadzane ze Wschodu. Najważniejszymi z nich były kulty: Cybele z Azji Mniejszej, Mitrasza z Persji oraz Izyz z Egiptu. Kulty te, zwane zazwyczaj religiami tajemnymi, choć różniły się od siebie, miały jednak pewne wspólne cechy. Każdy z nich inicjował nowych członków drogą wypracowanej oraz imponującej ceremonii. Każdy miał rytuały, w jakich uczestniczyli wszyscy inicjaci. Były to dramatyczne rytuały obliczone na wzbudzenie religijnego entuzjazmu graniczącego czasami z histerią. Ponadto religie tajemne, obiecywały swym wyznawcom jakiś rodzaj zbawienia poprzez oczyszczenie duszy z grzechów. Wiele ceremonii – takich jak kąpiel w gorącej krwi, płynącej z właśnie co zabitego wołu – wydaje się nam okropnych i odrażających. Rytuały polegające na entuzjastycznym wykorzystaniu świątynnych prostytutek są niemoralne z chrześcijańskiego punktu widzenia. Jednak ogólne elementy tych kultów, oczyszczenie z grzechów oraz zachęta do prowadzenia cnotliwego życia, są godne pochwały. Religie tajemne zaspokajały potrzebę czasu i rozprzestrzeniały się szybko w całym imperium. Nie były one bardziej wykluczające się nawzajem niż tradycyjna religia Rzymu. Można było czcić tych samych bogów, co przodkowie, a jednocześnie stać się inicjatem kilku tajemnych kultów. Możemy przeczytać o wielu nobliwych Rzymianach, którzy wstąpili do niemal wszystkich z nich.

To czego niektórzy szukali w tajemnych kultach, inni próbowali znaleźć w różnych szkołach filozofii. Stoicyzm i epikureizm uczyły ludzi, jak wystarczać samemu sobie i nie zważać na nieistotny – zdaniem tych idei – świat dookoła. Obie te filozofie miały wielu gorliwych wyznawców w kręgach klasy wykształconej. Trzecia z wielkich szkół filozoficznych – neoplatonizm – był silnie nasycony mistyką. Była to na poły filozofia, na poły religia. Noeplatoniści nauczali, że prawda, doskonała wiedza lub, jak sami to nazywali, logos został rozsiany po świecie w nierównych ilościach. Uważali, że istnieje hierarchia bytów, a miejsce w niej zależy od proporcji logosu w każdym z tych bytów. Poprzez niezważanie na rzeczy tego świata i kontemplacje boskiej prawdy człowiek mógł zwiększyć w sobie te proporcje i osiągnąć wiedzę absolutną oraz zbawienie. Te mistyczne elementy, obietnica zbawienia, połączone z podstawami filozofii platońskiej, silnie apelowały to klasy wykształconej, zwłaszcza na Wschodzie. Filozofia ta była szczególnie popularna wśród zhellenizowanych Żydów, to jest Żydów, którzy stali się zasadniczo Grekami, jeśli chodzi o mentalność i kulturę.

Wielkim rywalem kultów mistycznych było chrześcijaństwo. Nauka chrześcijańska silnie apelowała do ludu. Był w niej jeden wszechmogący Bóg. Syn jego stąpił na ziemię, żył wśród ludzi i umarł haniebnie, aby zbawić ludzkość. Uczył on drogi życia, która prowadzi ku zbawieniu. Wiedza o życiu chrześcijańskim oraz różne święte i mistyczne moce dane zostały przez Jezusa jego uczniom, apostołom, aby ci przekazali je swoim następcom. W głównym z obrządków chrześcijańskich, mszy, mistyczna moc kapłana zmieniała chleb i wino w ciało i krew Chrystusa. W chrzcie kapłan mógł zmyć grzechy ludzkie. Mógł udzielić rozgrzeszenia tym, którzy szczerze żałowali i wyspowiadali się. Tym, którzy wierzyli, że Jezus jest synem Boga, chrześcijaństwo oferowało pewność zbawienia. Poza wzruszającą historią życia Jezusa na ziemi, wzbudzającymi trwogę obrzędami i pewną drogą do zbawienia, chrześcijaństwo miało również inne atrakcyjne cechy. Wszyscy ludzie byli równi przed Bogiem; najniższy niewolnik był równie godzien jak największy z senatorów. Miłość, łagodność i pokora stanowiły cnoty.

Niewiele wiadomo tak o wczesnej historii Kościoła jak i o procesie jego rozprzestrzeniania się po Imperium. Dla Rzymian pierwszego i drugiego wieku chrześcijaństwo było zaledwie jedną z wielu heretyckich sekt żydowskich. Równie jak Żydzi odmawiali oni czczenia cesarza jako Boga i tym samym zdawali sie zagrażać jedności państwa. W późniejszym okresie, gdy chrześcijanie wyłonili się jako jasno wyodrębniona grupa, znalazły się inne powody, aby uważać ich za niebezpiecznych. Spotykali sie po kryjomu, aby odprawiać swe obrzędy, a żadna władza nie lubi tajnych schadzek, zwłaszcza jeśli ich uczestnicy to biedota i niższe warstwy społeczeństwa. Ponadto przeciwni byli przemocy i odmawiali służby w armii rzymskiej. Dla władzy osaczonej przez wrogów rozpowszechnianie takich wierzeń było zaprawdę niebezpieczne. Z początku chrześcijanie prześladowani byli mniej lub bardziej przypadkowo razem z żydami. Z czasem prześladowania zostały skierowane bezpośrednio przeciw chrześcijanom. Byli nielegalną sektą, a więc zdaną na łaskę służb bezpieczeństwa.

Nie ulega wątpliwości, iż w połowie trzeciego wieku chrześcijanie byli wystarczająco liczni, aby stać się znaczący politycznie. Zaczęli przyciągać do siebie pewną liczbę przedstawicieli klas wyższych. Dioklecjan próbował zniszczyć ich serią szczególnie silnych prześladowań, udało mu się ich jednak tylko umocnić. Konstantyn, jako cezar rządzący Galią, przygotowując się do wojny przeciwko tym, z którymi dzielił władzę w imperium, zawarł sojusz z chrześcijanami. Pierwszym krokiem jaki uczynił był dekret o tolerancji dla chrześcijaństwa. W jakiś czas potem ogłosił chrześcijaństwo oficjalną religią państwową. Ostatecznie, po wielu nieskutecznych próbach, jego następcom udało się zdelegalizować pogaństwo a chrześcijaństwo stało się, przynajmniej nominalnie, religią wszystkich mieszkańców późnego Imperium Rzymskiego. Z tego też względu niektórzy uczeni nazywają okres ten Chrześcijańskim Imperium Rzymskim.

Uznanie chrześcijaństwa za oficjalną religię Imperium silnie wpłynęło na Kościół i jego wierzenia. Organizacja wczesnego Kościoła była niesamowicie prosta; był to w zasadzie luźny związek niezależnych komun chrześcijańskich. Każda z komun rządzona była przez biskupa, któremu asystowali kapłani i diakoni. Podczas gdy niektórzy biskupi niewątpliwie cieszyli się większym poważaniem niż inni ze względu na wielkość, zamożność oraz datę założenia ich kościołów, nie było prawdziwej hierarchii. Jak tylko jednak Kościół Chrześcijański stał się kościołem państwowym, zaczął rozwijać hierarchię podobną do państwowej. Na czele stało pięciu patriarchów – biskupów Rzymu, Konstantynopola, Jerozolimy, Antiochii i Aleksandrii – których przyrównać można do prefektów pretorii. Po nich następowali metropolici, którzy byliby równolegli wikariuszom diecezji. Jeszcze niżej bili arcybiskupi, którzy władali poszczególnymi prowincjami i byli kościelnymi odpowiednikami rektorów. Na koniec, każde civitas miało swego biskupa. Mimo że patriarchaty nie pokrywały się terytorialnie z prefekturami, prowincje kościelne i świeckie były w zadzie identyczne. Mapa kościelna średniowiecznej Francji tak więc ukazuje dokładnie prowincje rzymskie i terytoria miejskie. Należy pamiętać jednakże, iż ta hierarchia opierała się raczej na godności i prestiżu niż na władzy. Ogólnie przyjętym poglądem było, iż wszyscy biskupi jako następcy apostołów byli w zasadzie równi. Kwestie sporne rozwiązywane były przez rady biskupów.

Jako oficjalny kościół Imperium, Kościół Chrześcijański otrzymał specjalne przywileje od władz państwowych. Przyznano mu prawo otrzymywania spadków – niewiarygodnie ważny przywilej dla wiekuistej instytucji. Kler był zwolniony od płacenia podatków. Niestety ten przywilej okazał się być wątpliwą korzyścią. Kiedy władze dowiedziały się, że curiales wstępowali do kleru, aby uniknąć podatków, zabroniły im tak czynić bez specjalnego pozwolenia. Wkrótce dekrety cesarskie zabroniły wszystkim wolnym wstępowania do kleru bez zgody cesarza. W rezultacie kler chrześcijański podzielił się na dwie silnie wyodrębnione klasy. Osoby na wysokich stanowiskach i o wielkim wpływie mogły otrzymać zgodę cesarską i być niemal pewne osiągnięcia najwyższych urzędów kościelnych. Niższe stopnie kościelne wypełniali coloni i wolni, którzy potrzebowali tylko zgody swych patronów. Kiedy chrześcijanie byli prześladowaną sektą, starali sie trzymać z dala od sądów państwowych i regulowali spory między sobą za pośrednictwem arbitracji biskupów. Po uznaniu chrześcijaństwa, prawo zezwoliło biskupom pełnić rolę sędziów we wszystkich sprawach cywilnych, w których chrześcijanin był stroną. Poza tym Kościół otrzymał prawa sanktuarium, jakie posiadały ważniejsze świątynie. W skrócie, Kościół stał się uprzywilejowaną instytucją cieszącą się niektórymi z uprawnień władz państwowych.

Czwarty wiek był nie tylko świadkiem założenia politycznej organizacji Kościoła lecz również rozwoju teologii chrześcijańskiej. Jezus uczył drogi życia, nie usiłując wcale stworzyć systemu teologicznego. Dopóki jego następcy nauczali głównie prosty lud, to wystarczało. Malutcy nie potrzebowali niczego więcej poza historią życia Chrystusa i wiedzą o drodze życia. Wykształceni jednak, uczeni w myśli klasycznej, zadawali pytania. Chcieli dowiedzieć się, jaki jest dokładnie związek między Bogiem a Jezusem, ujęty w ścisłą terminologię. Pytali, jaka jest dokładnie natura aniołów. Chcieli wiedzieć, co dzieje się podczas mszy – co znaczyło, że chleb i wino stają się ciałem i krwią Chrystusa? Potrzeba zadowalających odpowiedzi na te pytania stała się nagląca, kiedy chrześcijaństwo stało się religią oficjalną. Zadanie stworzenia teorii chrześcijańskiej w celu zaspokojenia wykształconych mieszkańców Imperium Rzymskiego przypadło w udziale grupie uczonych, których nazywamy Ojcami. Najważniejszymi z nich byli Klement z Aleksandrii, Orygen, Jeremi, Ambroży i augustyn. Ci ludzie byli dogłębnie przesiąknięci dziełami filozofów klasycznych i używali w pełni ich konceptów i terminologii. Objaśnili chrześcijaństwo uczonemu światu za pomocą języka oraz pojęć, do których ten był przyzwyczajony. Jako że pragnęli oni również zjednać sobie wykształconych pogan, Ojcowie cytowali wiele fragmentów z dzieł klasycznych autorów, aby pokazać, że ich poglądy podobne są poglądom chrześcijańskim. Koncepty neoplatonizmu miały wiele wspólnego z chrześcijaństwem, Ojcowie szczególnie więc eksploatowali Platona oraz jego późniejszych następców. Chrześcijaństwo zostało objaśnione uczonemu światu głównie za pomocą filozofii platońskiej. Ojcowie jednocześnie starali się uprecyzyjniać i zdefiniować pojęcia i nauki chrześcijańskie dotyczące wszystkich pytań, które nurtowały ówczesny świat.

Kolejnym zadaniem, wykonanym przez Ojców, było dostosowanie nauki chrześcijańskiej do potrzeb państwowego kościoła Imperium Rzymskiego. Mniejszościowa sekta mogła sprzeciwiać się wszelkiej przemocy i nazywać zabijanie jakichkolwiek ludzi grzechem śmiertelnym. Państwo jednak musi mieć sędziów, katów i żołnierzy. Ojcowie stopniowo zmienili naukę chrześcijańską w tej mierze, aż osiągnęła ona swą ostateczną formę w słowach św. augustyna, który stwierdził, że nie jest grzechem zabić z rozkazu legalnych władz. Podczas gdy była to może największa modyfikacja jaką poczyniono, jako że sam byt państwa zależał od niej, Ojcowie wprowadzili również wiele mniejszych zmian, budując teologię Kościoła.

Nieskromnym oczekiwaniem byłoby, aby w tym procesie precyzyjnego definiowania pojęć i praktyk chrześcijańskich wszyscy teologowie dochodzili do tych samych wniosków. Istniały znacznie różniące się od siebie poglądy na najbardziej ważkie sprawy. Kiedy tak się działo, jedynym rozwiązaniem było zwołanie rady biskupów, aby ci wspólnie podjęli decyzję. Jeśli przegrani ulegli, wszystko kończyło się dobrze. Jeśli nie ulegli, stawali się heretykami. Niestety jedna rada mogła nie zgodzić się z poprzednią i heretycy jednego dnia mogli stać się ortodoksami dnia następnego. Jak się łatwo domyślić, w okresie tym, kiedy teologia dopiero się rozwijała, herezje były w rozkwicie.

Tylko jeden z tych sporów, ten między grupami zwanymi arianami i atanazjanami, miał znaczenie dla historii Europy Zachodniej w średniowieczu. Istniały dwa skrajnie różne punkty widzenia wśród teologów czwartego wieku co do tego, jaką klasę ludzi Kościół szczególnie powinien sobie zjednać. Jedna grupa była głównie zainteresowana w przekonaniu ludzi wykształconych, drugą zaś interesowały masy. Pierwsza domagała się, aby chrześcijaństwo było doktryną logiczną i rozsądkową, druga była zdania, iż strona emocjonalna jest bardziej istotna. Te dwie grupy ścierały się co do zdefiniowania relacji między Bogiem a Chrystusem, Ojcem a Synem. Arianie utrzymywali, że ojciec, z logicznego punktu widzenia, musiał istnieć przed swoim synem. Bóg i Chrystus nie mogą być zupełnie równi sobie. Atanazjanie odmawiali przyjęcia takiego poglądu. Choć podawali wiele argumentów, zasadniczy problem wydaje się jasny. Najbardziej atrakcyjna cechą chrześcijaństwa było życie i śmierć Chrystusa. Wszystko, co obniżało pozycję Chrystusa, mogło osłabić atrakcyjność nauki chrześcijańskiej. Cesarz Konstantyn zwołał radę wszystkich biskupów imperium w Nicei w zachodniej części Azji Mniejszej w roku 325, aby rozwiązać ów spór. Atanazjanie zwyciężyli i Arianie stali się heretykami. Jednakże syn i następca Konstantyna upodobał sobie arian i za jego wstawiennictwem zostali oni ogłoszeni partią ortodoksyjną. Ostatecznie atanazjanie wygrali, zwycięstwo to jednak okupione zostało ostrą walką, odznaczającą się silnymi prześladowaniami heretyków owej chwili.

Liczne spory czwartego wieku prowadziły do zwoływania wielu rad. Większość z nich były to wydarzenia na skalę lokalną zwoływane przez patriarchów lub metropolitów. Było jednak wiele podniosłych rad angażujących cały Kościół a zwoływanych przez cesarza. Rady te były zazwyczaj zwoływane aby rozwiązać jakiś ważny pojedynczy spór, dyskutowano jednak podczas nich i podejmowano decyzje w innych sprawach również. Kiedy rada dobiegła końca, sprawozdanie z podjętych decyzji przekazywane było cesarzowi. Jeśli potwierdził, ogłaszał je potem jako oficjalne prawo kościoła. Był to początek prawa kanonicznego.

Wiemy już jak chrześcijaństwo dostosowało się do sytuacji, kiedy stało się ono religią państwową Imperium Rzymskiego. Dostosowanie to jednak powiększyło tylko kontrast między idealnym życiem chrześcijańskim, jakiego (jak wierzyli bardziej zagorzali wyznawcy) nauczał Chrystus oraz jego apostołowie a rzeczywistym życiem większości chrześcijan, włączając w to nawet przedstawicieli kleru. Czy asceza i umartwianie były zasadniczymi elementami nauki Chrystusa jest sprawą sporną. Były one jednak istotną częścią chrześcijaństwa jeszcze przed pojawieniem się św. Pawła. Możliwe, że silnie ascetyczne cechy neoplatonizmu miały z tym coś wspólnego. Nie ma wątpliwości co do tego, że św. Paweł nauczał o zaletach celibatu – centralnego elementu życia w ascezie. Bardzo wcześnie w historii Kościoła entuzjastyczni chrześcijanie opuszczali swych bliźnich i udawali się w odludne miejsca, aby tam prowadzić pustelnicze życie. W samotności, przy zupełnym minimum szat i żywności, spędzali swój czas na modlitwie i kontemplacji. Żyli ubogo i w celibacie. Niektórzy umartwiali sie w bardziej wyszukany sposób niż inni, jak na przykład św. Szymon ze Stylitu, który siedział na słupie. Jak uznanie chrześcijaństwa za religię państwową zmusiło większość chrześcijan w pewnym stopniu do zawarcia kompromisu z wymogami rzymskiego świata, coraz więcej entuzjastów skłaniało sie ku skrajnie ascetycznemu życiu na pustelni.

Na początku czwartego wieku, dwóch wielkich przywódców pojawiło się wśród wyjątkowo wielkiej liczby pustelników, którzy mieszkali w Egipcie: św. Antoni oraz Pachomiusz. Św. Antoni zorganizował wielu pustelników północnego Egiptu we współpracujące kolonie. Każdy pustelnik miał swą własną celę, pracowali jednak razem, aby wytwarzać proste szaty i żywność, których potrzebowali. Św. Antoni utrzymywał, że prawdziwe chrześcijańskie życie polega na modlitwie i kontemplacji w samotności. Jego pustelnicy współpracowali ze sobą, w celu wytworzenie niezbędnych do życia artykułów, przy jak najmniejszym odrywaniu się od głównego zajęcia. Pachomiusz miał nieco inny pomysł. Sądził, iż praca była zasadniczym elementem chrześcijańskiego życia. Jego uczniowie ciężko pracowali, aby wyprodukować ile tylko mogli. Każdą nadwyżkę ponad to, czym zaspokajali swe skromne potrzeby, przeznaczano dla biednych. Chociaż pustelnicy Pachomiusza żyli w oddzielnych celach, spotykali sie razem, aby odprawiać obrzędy religijne.

Około 360r.n.e. św. Bazyl poniósł idee Pachomiusza nawet dalej. Sądził, iż zarówno praca jak i wspólne przebywanie były zasadniczymi elementami doskonałego życia chrześcijańskiego. Jego mnisi mieszkali razem, jedli razem, pracowali razem i wielbili Boga razem. Ustanawiając ideał prostego, czystego, ubogiego życia poświęconego ciężkiej pracy i spędzanego wspólnie z innymi św. Bazyl stał się w rzeczy samej założycielem zakonnictwa chrześcijańskiego.

Rozbieżność między poglądami św. Antoniego a Pachomiusza i św. Bazylego ma wielkie znaczenie. Św. Antoni utrzymywał, że najlepsza droga ku doskonałemu życiu chrześcijańskiemu i zbawieniu leży w silnej ascezie. Św. Bazyl natomiast utrzymywał, iż pożyteczna praca jest bardziej istotna. Pragnął by mnisi jego żyli tak skromnie jak to tylko możliwe, nie oczekiwał jednak, że będą się umartwiać do takiego stopnia, aby wpłynęło to negatywnie na ich pracę. Obie te koncepcje doskonałego życia chrześcijańskiego odegrały istotną rolę w średniowieczu.

Jak zostało to pokazane, monastycyzm zapoczątkowany został w bardzo prymitywnej formie w Egipcie pod przewodnictwem Pachomiusza, i zaniesiony do świata greckiego przez św. Bazylego. Został przyniesiony do Italii i być może również do Galii przez św. Atanazego, wielkiego przeciwnika arian. Zdaje się, że nie wiedział niczego o Pachomiuszu, a jego koncepcje były głównie zaczerpnięte od św. Antoniego. Skrajna asceza tak więc jako pierwsza rozprzestrzeniła się po zachodniej części imperium. Pod koniec czwartego wieku klasztory istniały już w Italii, Afryce i Galii. Trzech z największych Ojców Kościoła: Jeremi, Ambroży oraz Augustyn było głęboko zainteresowanych życiem zakonnym i zachęcali do rozwoju tejże idei. 2.

Najazdy Germanów

Teraz, kiedy zbadaliśmy już jeden z podstawowych elementów kultury średniowiecznej – kulturę późnego Cesarstwa Rzymskiego – czas zwrócić uwagę na pozostałe dwa elementy – kulturę germańską i celtycką. Należy pamiętać, iż nie przekraczamy tu jasno naznaczonej granicy. W czwartym wieku rubieże Imperium nie oddzielały czysto rzymskiego świata od świata czysto barbarzyńskiego. Począwszy od ostatniego stulecia przed naszą erą, Rzymianie i barbarzyńcy wpływali na siebie wzajemnie. Pod koniec trzeciego wieku Germanie najmowani byli do rzymskiej armii; rekruci owi byli istotnym nabytkiem zarówno dla legionów jak i jednostek pomocniczych. Wielu wysokiej rangi urzędników rzymskich było krwi germańskiej. Senatorzy rzymscy wprowadzali Germanów jako służbę lub jako colonów na swe posiadłości. Ponadto dwie wielkie prowincje rzymskie Galia i Brytania, były od samego początku kombinacją kultur rzymskiej i celtyckiej. Kultura Rzymu natomiast była zmuszona rozprzestrzenić sie poza granice polityczne. Barbarzyńcy na zewnątrz tychże granic byli zromanizowani w różnym stopniu w zależności od ich zdolności do przyswajania oraz odległości od granicy. Wpływ Rzymu mógł być znacznie silniejszy, jeśliby Rzymianie mieli jakikolwiek interes w rozprzestrzenieniu swej kultury poza Imperium. Mentalność Rzymian była jednak silnie polityczna i mało interesowali się oni rejonami, którymi nie mogli rządzić. Pierwszymi z Rzymian, którzy czynnie pragnęli nieść barbarzyńcom cywilizację, byli chrześcijanie.

W czwartym wieku niezależni Celtowie byli jedynie pozostałością po niegdyś potężnym ludzie. Podczas ostatnich pięciu wieków przed naszą erą Celtowie panowali na rozległym terytorium rozciągającym się od środkowej Germanii i Bałkanów aż po brzegi Atlantyku. Rozwinęli bardzo zaawansowaną cywilizację. Byli ekspertami w dziedzinie obróbki metali i mistrzami zachwycających wzorów wyrobów z metalu. Ich zdolności wojskowe jednakże nie równały się temu, co potrafili Germanie. Zanim cezar najechał Galię, Germanie wyparli Celtów z ziem na wchód od Renu i przymierzali się do przekroczenia rzeki. Wydaje się wielce prawdopodobne, iż tylko dzięki rzymskiemu podbojowi Galii, rejon ten nie został opanowany przez Germanów. Kiedy w pierwszym wieku naszej ery Rzymianie podporządkowali sobie Brytanię, Irlandia pozostała jedynym schronieniem niezależnych Celtów. Rzymianie nazywali Irlandię Scotia. Zaciekli szkoccy piraci i rozbójnicy byli plagą rzymskiej Brytanii przez kilka wieków.

Celtowie wyraźnie nigdy nie rozwinęli zaawansowanego systemu politycznego. Ich podstawowymi organizacjami były plemiona i klany, składające się, w teorii przynajmniej, z potomków wspólnego przodka. Ich religia była raczej prymitywnym uwielbieniem sił natury przy skomplikowanym ceremoniale odprawianym przez kapłanów zwanych druidami. Zachwycała ich sztuka wojenna, toteż wiele plemion było w nieustannym z sobą konflikcie. Głównym wkładem Celtów w kulturę średniowiecznej Europy było królestwo wyobraźni – w pieśni, gawędzie i entuzjazmie religijnym. Elementy te były przypuszczalnie silne w kulturze wczesnych Celtów, nie wiemy jednak dostatecznie dużo na temat tejże kultury, aby odkryć, czym się one objawiały. Jedynie w ich sztuce jak na przykład delikatnych dekoracjach broszek i zwierciadeł możemy dostrzec wczesne dowody na istnienie ducha, który stworzył opowieści o królu Arturze.

Najwcześniejszą, o ile nam wiadomo, ojczyzną ludów germańskich były ziemie otaczające zachodnią część Morza Bałtyckiego: południe Półwyspu Skandynawskiego, Półwysep Jutlandzki oraz północne wybrzeże Niemiec aż po Odrę. Stamtąd rozprzestrzenili się stopniowo po terytorium centralnej Europy. Jeszcze przed czasami Chrystusa zajmowali oni cały obszar dzisiejszych Niemiec. Ich dalsza migracja na zachód i południe ograniczona była przez silnie ufortyfikowane granice Imperium Rzymskiego, na południowym wschodzie nie było takich ograniczeń. Wschodnie ramię ludów germańskich przeszło przez tereny znane obecnie jako Polska i Ukraina, aby osiedlić się na stepach u północnych wybrzeży Morza Czarnego. W IVw. Germanie mieli styczność z granicami rzymskimi od ujścia Renu po ujście Donu. W dolnym biegu Renu zamieszkiwali Frankowie, a górne rejony owej rzeki były siedliskiem Alemanów. Markomani zasiedlili tereny dzisiejszej Bohemii, Wandalowie natomiast i Gepidzi władali na równinach węgierskich. Stamtąd aż po ujście Donu rozciągały się ziemie Gotów. Za Frankami w północnozachodniej części Niemiec zamieszkiwali Saksoni, podczas gdy Anglowie i Jutowie zajmowali Półwysep Jutlandzki. Na wschód od Saksonów znajdowali się Suewowie, za nimi zaś Lombardowie.

Nazwy takie jak „Frankowie” i „Saksoni”, wymienione w poprzednim akapicie, nie oznaczają plemion, ale raczej grupy plemion o podobnych językach i obyczajach. Zakłada się, iż zanim rozpoczęły się ich migracje Germanie nie wiele różnili się pod względem języka czy też obyczajów; pojedyncze grupy jednak odseparowane zostały od swych ziomków podczas wędrówek i rozwinęły językowe oraz kulturowe osobliwości. Ponadto każda grupa zmuszona była dostosować swój tryb życia do otoczenia w jakim się znalazła. W ten to sposób zdecydowane różnice rozwinęły się pomiędzy różnymi germańskimi ludami. W IVw. najbardziej uderzające różnice dostrzec można było nie pomiędzy poszczególnymi ludami, ale raczej między Germanami wschodnimi a zachodnimi. Saksoni, Suewowie, Frankowie i Alemani przesunęli się po prostu na południe od swej ojczyzny na tereny takiej samej w zasadzie ogólnej natury, pozostając w bliskiej styczności z takimi ludami jak Anglowie i Jutowie, które nie migrowały. Lombardowie natomiast równie jak Wandalowie i Goci przesunęli się w rejony znacznie różniące się od północnozachodniej Europy. Równiny węgierskie i stepy północnego wybrzeża Morza Czarnego były to głównie obszary zdatne na pastwiska. Zdobywcy germańscy stali się jeźdźcami konnymi i pastuchami. Ponadto południowe stepy rosyjskie od dawien były pograniczem słowiańskich rolników, greckich kolonistów z wybrzeży Morza Czarnego oraz dzikich koczowników z azjatyckich stepów. Obszar ten był zdominowany od wieków przez ludy koczownicze, które wtargnęły jako najeźdźcy, pozostały jako zdobywcy i były z kolei wchłonięte przez nowych najeźdźców. Tutaj Gotom udał się pokonać wszystkich rywali oraz stać się grupą dominującą. Jak poprzedni zdobywcy, byli oni militarną mniejszością, która rządziła przedziwnym skupiskiem rozmaitych ludów im poddanych.

W ciągu całego czwartego wieku ludy germańskie napierały na granice Imperium. Czasem udawało im się pokonać straż graniczną i najechać prowincję Cesarstwa; w końcu jednak nadchodziły świeże posiłki rzymskie i Germanie zmuszeni byli do odwrotu. Na dalekim północnym wschodzie Anglowie i Saksoni, czyniąc użytek ze statków, najeżdżali wybrzeża Brytanii. Władze cesarskie powołały specjalnego urzędnika wojskowego, hrabiego wybrzeża saksońskiego, aby sobie z nimi poradzić. Zbudowano fortece wzdłuż wschodniego wybrzeża i sprowadzono legion z Walii, aby je nim obsadzić. W dolnym Renie Frankowie zajmowali obie strony granicy – ci na rzymskim żołdzie strzegli granicy przed drugimi. Silnie polegano na wojskach frankońskich jako pomocy w utrzymaniu w ryzach Alemanów znad górnego Renu. Ta sama ogólna polityka stosowana była również w górnym biegu Dunaju: oddziały Germanów wynajęte, aby wzmocnić rzymskie garnizony przygraniczne. Najznakomitszym bez wątpienia z germańskich sąsiadów Imperium byli Goci. Dzielili się oni na dwie grupy. Wizygoci zamieszkiwali wzdłuż dolnego Dunaju, podczas gdy państwo Ostrogotów rozciągało się od Dniestru po Don. Goci rozwinęli nieco bardziej zaawansowaną organizację polityczną niż inne ludy germańskie: byli oni zjednoczeni pod wodzą króla. Podczas czwartego wieku Goci byli w bliskim kontakcie z Imperium. Czasy pokoju następowały po okresach wrogości. Możni Goci odwiedzali Konstantynopol, a lud ich uczył się wiele o życiu Rzymian. Mniej więcej w połowie wieku Got chrześcijanin – św. Ulfila – rozpoczął ich nawracanie i nie minęło wiele czasu jak Goci stali się chrześcijanami. Nawrócenie ich zostało jednak przeprowadzone przez misjonarzy ariańskich za panowania ariańskiego cesarza Konstancjusza (337-61n.e.) i chrześcijaństwo ich pozostało ariańskie.

Jak już to zostało zasugerowane we wcześniejszym akapicie, Ostrogoci mieli trzy granice. Na południu stykali się z Rzymianami, na północy z Bałtami i Słowianami, na wschodzie zaś z dzikimi koczownikami z centralnej Azji. Na początku IVw. kraj na południe od państwa Ostrogotów zajmowany był przez względnie słaby azjatycki lud Alanów. W okolicach 370n.e. jednakże lud mongolski zaciekły jak i liczebny – Hunowie – wynurzył się z azjatyckich stepów i napadł na Alanów. Hunowie byli lekko uzbrojonymi łucznikami na koniach – odważni, twardzi, bezwzględni i zręczni. Alanowie zostali niemal natychmiast owładnięci. Małym grupkom udało się uciec na zachód, większość z nich jednak wstąpiła w szeregi Hunów. Tak więc po roku 370 Ostrogoci odsłonięci zostali na hordę huńską.

Chociaż nie wiele wiadomo na temat instytucji politycznych zachodnich Germanów w IVw., pewnym jest, iż były one skrajnie proste. Sprawiedliwość udzielana była przez sądy pospolite – wiece ludowe, którymi kierował wódz. Prawo ich skupiało się na znalezieniu alternatyw dla osobistego odwetu. Jeśli jeden człowiek uczynił szkodę innemu, drugi z nich mógł wnieść skargę do sądu. Oskarżony był wonczas wzywany do stawienia się przed sądem. Jeśli nie przybył, ogłaszano go banitą. Mówiąc krótko, osobisty odwet został oficjalnie usankcjonowany. Jeśli oskarżony się zjawił, mógł ustanowić swą niewinność pozyskawszy kilka osób, które przysięgały, iż nie popełnił on tegoż wykroczenia. Jeśli nie mógł udowodnić swej niewinności, musiał wtedy zapłacić stronie poszkodowanej zgodnie z ustaloną taryfą, która różniła się w zależności od rodzaju przestępstwa oraz zaangażowanych osób.

W czasach pokoju wódz miał prawdopodobnie nie wiele obowiązków poza przewodniczeniem sądom pospolitym. Jego podstawowym zadaniem było prowadzenie wojny. Kiedy wódz germański planował wyprawę wojenną, apelował on do odważnej młodzieży szukającej przygód. Przysięgała ona służyć wiernie podczas wyprawy w zamian za broń, wikt, odzienie oraz udział w podziale łupów. Takie oddziały nosiły różne nazwy u różnych ludów. Rzymianie nazywali taka grupę comitatus, czyli grupa kompanów (kompania). Frankowie zdaje się nazywali ją truste jej członków zaś antrustiones. W przypadku zwykłego najazdu rabunkowego wódz mógł wziąć tylko swoją kompanię jako główny oddział bitewny. Przy większych ekspedycjach, służyła mu ona jako straż przyboczna.

Wielu historyków opisuje wczesnych Germanów jako lud demokratyczny. Do pewnego stopnia rozpoznają oni prawdziwie demokratyczne pierwiastki w społeczeństwie germańskim, a do pewnego stopnia mylą dwie rzeczy – demokratyczny rząd oraz pogląd, iż jednostka ma pewne prawa, których żaden rząd nie może odebrać. Demokracja oznacza rządy ludu. Demokratyczny rząd może ograniczyć wolność jednostki równie surowo jak może to uczynić autokracja. Rząd zaś, który nie jest demokratyczny, może uważać, iż jego władza nad jednostką jest ograniczona. Germański system sądów pospolitych był niewątpliwie demokratyczny, czego nie można powiedzieć o rozróżnieniach między ludźmi różnej rangi, jakie istniały w prawie. Zdaje się oczywistym, iż wybory odgrywały pewną rolę w obsadzeniu pozycji wodza. Najprawdopodobniej wódz wybierany był przez wojowników spośród członków jednej lub dwu wysoko postawionych rodzin. Nie ma jednak dowodów na demokratyczne kontrolowanie wodza, kiedy już został obrany. Demokratycznych pierwiastków w społeczeństwie germańskim nie należy traktować zbyt poważnie. Z drugiej strony jednak nie ulega wątpliwości, że funkcje pełnione przez rząd u Germanów były bardzo ograniczone. Rząd zapewniał dowództwo podczas wojny oraz środki łagodzenia sporów bez przelewu krwi. Co do reszty, lud pozostawiony był samemu sobie. Germanie mieli więc tradycję wolności osobistej co przejawiało się w minimalnym wpływie rządu na ich życie. Byli to dzicy i zacietrzewieni wojownicy, niezdolni do powstrzymania się przed czymkolwiek. To ich umiłowanie wolności, można by rzec przenośnie, miało odegrać ważną rolę w rozwoju zachodniej cywilizacji.

Niektórym dowódcom barbarzyńskim Rzymianie nadawali tytuł rex, czyli król. Było tak w przypadku kilku frankońskich wodzów opłacanych przez Rzym. Inni germańscy wodzowie niewątpliwie sami nadawali sobie ów tytuł. Stąd też u Germanów król mógł być albo przywódcą małego oddziału bitewnego, albo też władcą państwa Ostrogotów. Należy pamiętać, iż świat starożytny miał dwa słowa, które tłumaczymy jako król: rex i basileus. Rzymianie używali terminu rex w odniesieniu do niemal każdego nie-Rzymianina, któremu nadawali jakieś uprawnienia, jak np. Herodowi, królowi Judei. Nie oznaczało to niezależnej i suwerennej władzy. Basileus natomiast był terminem odnoszącym się do na poły boskich królów hellenistycznych. Nikt w Imperium Rzymskim z wyjątkiem cesarza nie mógł nosić tego tytułu. Mówiąc krótko, u Germanów król był po prostu wodzem, którego zadaniem było dowodzić podczas wojny.

Germanie żyli z uprawy roli i prowadzenia wojen. Jednostką rolniczą była społeczność wioski, jednostką wojskową zaś – oddział wodza. Można przypuszczać, iż istniały dwa typy wiosek rolniczych. W jednej z nich mógłby mieszkać wódz utrzymywany przez niewolników. Inna składałaby się ze zwykłych wolnych ludzi bez wodza. Ziemia uprawna w wiosce podzielona była na dwie części: jedna z nich była zasiewana co roku, drugiej natomiast pozwalano leżeć odłogiem, aby odzyskała żyzność. W wiosce zamieszkanej przez zwykłą ludność ziemia uprawna podzielona była między gospodarstwa, z których każde posiadało taką sama jej ilość w każdej z dwu części. Pastwiska i las pozostawały niepodzielone i przeznaczone do wspólnego użytkowania. Ludzie w wiosce mieszkali blisko siebie, otoczeni przez pola uprawne i pastwiska; oddzieleni od sąsiedniej wioski głębokim lasem. Ten opis germańskiej społeczności wiejskiej mimo że oparty jest na materiałach znacznie późniejszych niż IVw., zdaje się, iż przedstawia wcześniejszy model życia w miarę właściwie.

Germanin czwartego wieku chętnie traktował wojnę jako środek zapewnienia sobie bytu. Znacznie łatwiej było silnemu plemieniu splądrować plony słabszego, niż wyhodować żywność samodzielnie. Najazd rabunkowy na rubieże rzymskie był równie przyjemny jak intratny. Największym chyba szczęściem było zostać rzymskim najemnikiem. Jako żołnierz w czasach pokoju było się na utrzymaniu ludu Imperium. Prawdopodobnym wydaje się, że Ostrogoci żyli jako zwycięska armia w południoworosyjskim państwie i zmuszali ludy sobie poddane, aby te zaopatrywały je, w co było im potrzebne.

Najpewniej chęć życia bez pracy była powodem, dla którego Germanom tak spieszno było przekraczać rzymskie granice. Prowadzili proste życie w głębi puszczy. Była to ciężka praca i marny żywot. Każdego dnia jakieś potężniejsze plemię mogło ich najechać i splądrować. Po drugiej stronie granicy widzieli dostatnie ziemie gospodarskie i kwitnące miasta. Jeśli można by przekroczyć granicę, można by przynajmniej zagrabić coś wartego uwagi, a ponadto zawsze była jakaś nadzieja, że znajdzie sie sposób, aby stale żyć na koszt spokojnych chłopów z rzymskich prowincji. Germanie nie mieli zamiaru obalać Imperium Rzymskiego. Chcieli po prostu mieć udział w jego ewidentnym bogactwie.

Stopniowa germanizacja zachodnich prowincji Imperium oraz romanizacja ludów germańskich (jedną i drugą odznaczał się trzeci i czwarty wiek) zostały silnie przyśpieszone w Vw. z powodu nowej serii migracji germańskich. Ruchy te choć zapoczątkowane nie długo po 370r.n.e. jako skutek najazdu Hunów na Ostrogotów, utrzymywały się przez dwa stulecia dzięki bodźcom wewnętrznym. Były one częścią ogólnej migracji ludów germańskich na południe i zachód. Germanie wkroczyli do Imperium w bardzo różnych okolicznościach. W 376r.n.e. Wizygoci błagali cesarza Walensa (364-78n.e.) o schronienie wewnątrz imperium przed posuwającymi sie naprzód Hunami. Prawdopodobne wydaje się, iż głównym powodem, dla którego Cesarz na to przystał, była chęć pozyskania ich pomocy w utrzymaniu Dunaju przed dzikimi najeźdźcami z Azji. Resztki Ostrogotów, które uciekły na zachód przed Hunami, zostały najęte przez władze cesarskie do obrony innego odcinka granicy na Dunaju. Ci Frankowie, już osiedleni w północnej Galii jako wojska pomocnicze, skorzystali po prostu z zaszłej sytuacji, aby uczynić się panami tejże prowincji. Spośród wszystkich Germanów, którzy znaleźli się w imperium tylko Wandalowie i Anglosasi byli tak naprawdę intruzami, którzy wtargnęli do imperium, łupili jego prowincje bez opamiętania i zaprowadzali czysto wojskowe rządy jako zdobywcy.

Przez cały Vw. większość zachodnich prowincji Imperium była zdominowana przez barbarzyńskich generałów dowodzących barbarzyńskimi wojskami. Niektórzy z nich, tak jak wodzowie Wandalów czy Anglosasów, byli śmiertelnymi wrogami władz rzymskich, inni jak Wizygoccy czy Ostrogoccy władcy uważali siebie za sprzymierzeńców Rzymu. Pozostali byli barbarzyńskimi urzędnikami w służbie cesarskiej. Po śmierci Teodozjusza I (379-95n.e.) cesarze, którzy rządzili na zachodzie byli bezsilnymi marionetkami pod kontrolą barbarzyńskich generałów. Tak też na początku Vw. generał zwany Stilicho najmował Germanów a nawet i oddziały Hunów, aby zdławić Wandalów, którzy panoszyli się w Gali oraz by powstrzymać Wizygotów, którzy osiedlili się na północy Morza Adriatyckiego, od wkroczeniu do Italii. Zamiary jego nie powiodły się. Stilicho został zamordowany. Wanadalowie przekroczyli Pireneje i zajęli północną Hiszpanię, Wizygoci zaś przeszli przez Italię, łupiąc po drodze Rzym. Kiedy Wizygoci się przesunęli, inni barbarzyńscy generałowie rządzili w Italii, aż zostali pokonani przez Ostrogotów, którzy posiedli Italię. W międzyczasie Wizygoci wypchnęli Wandalów z Hiszpanii, w skutek czego ci drudzy wzięli pod swą kontrolę Afrykę Północną. Tak więc przed 490r.n.e. Ostrogoci władali Italią, Wizygoci – południową Galią i Hiszpanią, a Wanadalowie – afrykańskim wybrzeżem.

Te trzy ludy germańskie były stosunkowo niezbyt liczebne i nie było ich przeznaczeniem wywrzeć jakiegokolwiek trwałego wpływu na rejony, które zajęli. Zarówno Ostrogoci jak i Wizygoci zaznajomieni byli z rzymską cywilizacją zanim wkroczyli do Imperium. Choć rzadko baczyli na cesarskie rozkazy i nie mieli nic przeciwko potyczce z armią rzymską, kiedy ta weszła jej w drogę, uważali się oni za wojskowych sprzymierzeńców Imperium i czasami tak też się zachowywali. Tak też w 378r.n.e Wizygoci zdruzgotali rzymskie wojska, zabijając przy tym ich dowódcę Cesarza Walensa; w 451r.n.e jednakże król Wizygotów dołączył do rzymskich oddziałów prowincjonalnych północnej Galii dowodzonych przez senatora Etiusa oraz frankońskich grup paramilitarnych, aby pokonać króla Hunów Attylę (445-53), który wtargnął do Galii.

Goci byli w zasadzie wojskiem, żyjącym na wsi. W obu państwach gockich, rodzimy właściciel ziemski był zobowiązany przekazać część swej produkcji na utrzymanie gockiego wojownika i jego rodziny. Królowie goccy utrzymywali zazwyczaj, iż są przedstawicielami cesarza i uwielbiali takie rzymskie tytuły jak patrycjalnie. Podobnie jak inne ludy germańskie, Goci myśleli o prawie w aspekcie osobistym raczej niż regionalnym. Goci sądzeni byli przez prawo gockie, rzymska ludność jednak wciąż podlegała prawu rzymskiemu. Ogólnie rzecz biorąc, rzymska administracja lokalna mogła działać w dużej mierze tak jak czyniła to do tej pory. W rzeczy samej wielki król Ostrogotów Teodoryk (489-526r.n.e) zatrudnił w swej administracji Rzymian o randze senatorów i zaprowadził w Italii znacznie bardziej efektywne rządy niż te, które miały miejsce za panowania rzymskich generałów takich jak Stilicho. Prawdziwa niezgoda między Gotami a poddanymi im ludami leżała w dziedzinie religii. Jako że Goci byli arianami, uważani byli za heretyków przez kler katolicki. Większość królów gockich jednakże, była wielce tolerancyjna. Powołali kilku biskupów ariańskich, pozostawiając większą część katolickiego kleru w spokoju. Mimo to Kościół rzymski nie mógł przystać na rządy heretyków, a niektórzy królowie skorzy do prześladowań pogarszali jeszcze ów stan.

Migracje Gotów i Wandalów oraz ustanowienie ich panowania nad obszernym terytorium skutecznie położyło kres Imperium Rzymskiemu na Zachodzie. Mimo że Cesarz Justynian, który władał w Konstantynopolu od 527 do 565 n.e., pokonał królestwa Wandalów i Ostrogotów oraz odbił pas ziemi na południu Hiszpanii od Wyzigotów, jego następcom brak było środków, aby utrzymać te obszary.* W 568r. nowa migracja germańska, Lombardów tym razem, wchłonęła Italię. Przed końcem VIw. cesarz w Konstantynopolu władał Sycylią, czubkiem Italskiego buta, Rzymem wraz z okolicami jak i Rawenną oraz Wenecją nad Morzem Adriatyckim. Pozostała część Italii była pod panowaniem Lombardów.

Trudno oszacować inne skutki, jakie odniosła migracja w zachodnich prowincjach regionu śródziemnomorskiego. Zanim Germanie masowo wkroczyli do Imperium, dobrobyt materialny i poziom kulturowy tychże prowincji znacznie się pogorszyły. Germanie przyśpieszyli tylko proces, który już się zaczął. Przyśpieszenie to jednak musiało być bardzo zdecydowane. Zniszczenie spowodowane niemal nieustającymi wojnami między różnymi ludami germańskimi, oraz między nimi a siłami rzymskimi musiały być ogromne. Władze rzymskie u szczytu swej potęgi, z trudem kontrolowały poczynania piratów na morzu i rozbójników na drogach. Te przeszkody dla handlu musiały zostać spotęgowane w zawierusze towarzyszącej migracjom.

Pogorszenie się sytuacji materialnej musiało nastąpić szybko. Obniżenie się standardu kultury było zapewne jednakowo znaczne. Przez cały Vw. zachowały się w tych prowincjach domy wykształconych Rzymian, które były centrami klasycznej kultury. Domów takich nie było jednak wiele i miały one powiązania z dzikimi wodzami Germanów. Ponadto zniszczenie duchowe siane przez Germanów musiało być bardzo dotkliwe. Rzym, pradawna stolica Imperium i centrum rzymskiego świata, był dwukrotnie splądrowany przez zastępy barbarzyńców; raz nieznacznie przez Wizygotów w 410 i ponownie, znacznie dogłębniej, przez Wandalów w 455. Jak podają współczesne źródła, oba te wydarzenia wstrząsnęły rzymskim światem. Pod koniec Vw. Imperium Rzymskie na Zachodzie było roztrzęsione politycznie, ekonomicznie, kulturowo i moralnie.

Jedna instytucja rzymska przetrwała zmieniona lecz nasączona nową siłą – Kościół Katolicki. Ogólnie rzecz biorąc, wojska germańskie oraz ich przywódcy szanowali członków kleru, ich kościoły oraz własność. Niemniej jednak powszechnie obniżenie się poziomu kultury wpłynęło na Kościół tak jak i na życie świeckie. Pod koniec Vw. wieku nie wielu było uczonych kapłanów. Jednakże wraz z powolną dezintegracją rządu państwowego, biskupi stali się w naturalny sposób przywódcami ludu, i stąd też mieli wielki wpływ na władców germańskich. Kiedy wódz Franków Klowis (481-511n.e.) podbił prowincje rzymskie północnozachodniej Galii, Remi – arcybiskup Reims – zwrócił mu uwagę na istotność sojuszu z Kościołem, jeśli chciał on utrzymać lojalność ludu i Klowis przyjął jego radę stając się chrześcijaninem i poplecznikiem kleru. Taki rozwój wydarzeń jest zwłaszcza uderzający w przypadku biskupów Rzymu. Kiedy Lombardowie okupowali centrum Italii, przedstawiciel cesarza konstantynopolskiego, który miał siedzibę w Rawennie, został pozbawiony łatwej komunikacji z Rzymem. Stąd też biskup Rzymu stał się w każdym wymiarze świeckim władcą miasta i jego okolic. Tak oto Kościół przetrwał, zyskując siłę i prestiż.

Omawiając skutki, wywołane przez migracje germańskie w centralnej części Imperium Rzymskiego na Zachodzie (prowincji, które leżą w zachodniej części rejonu śródziemnomorskiego), pominęliśmy kilka odległych obszarów imperium: rubieże Renu, północną Galię i Brytanię. Z jednego punktu widzenie, obszary te były względnie nieistotne – ich utrata nieznacznie wpłynęłaby na Imperium jako całość – są one jednak niezmiernie ważne jako kolebki kultury średniowiecznej. Były one tyglami, w których stopiły się ze sobą kultury Rzymian i Germanów.

Kiedy generałom, broniącym bardziej zaawansowanych części Imperium, na początku Vw. przyszło się zmierzyć z Wandalami, Wizygotami oraz Ostrogotami, wzywali oni wtedy wojska z odległych rejonów przygranicznych i w dużej mierze pozostawiali je samym sobie. Uzbrojone grupy Franków na rzymskim żołdzie, które broniły dolnego Renu przed swymi pobratymcami po drugiej stronie granicy, posuwały się powoli w głąb Imperium. Na południe od nich Alemani przebrnęli przez Ren i osiedlili się we wschodniocentralnej Galii, podczas gdy Burgundczycy zajęli dolinę Ronu. Północnozachodnia Galia do 486r. znajdowała się w rękach rodziny senatorskiej, wspieranej oddziałami porządkowymi regionu. Jak już wspominaliśmy to właśnie te oddziały – z pomocą frankońskich i wizygockich wojowników – pokonały Hunów w 451r.

W 486 Klowis – dowódca oddziałów frankońskich pod Tournay, który tytułował się rex – podbił północnozachodni rejon, będący poprzednio we władaniu Etiusa i jego następców. Klowis był zarówno wojownikiem jak i politykiem. Poznał się od razu jak cenną była rada arcybiskupa Remiego, aby zawrzeć przymierze z Kościołem i w ten sposób zapewnić sobie lojalność ludu Galii. Pierwszym co uczynił było poślubienie jedynej osiągalnej katolickiej księżniczki, córki króla Burgundii, który porzucił Arianizm. Wkrótce po tym Klowis i jego wojownicy zostali solennie ochrzczeni. Stał się w ten oto sposób świeckim poplecznikiem Kościoła Katolickiego w Galii rządzonej przez pogańskich i ariańskich wodzów. W 496 Klowis zdławił Alemanów, wchłaniając ich do swego państwa. Przekonał również lub zmusił inne frankońskie oddziały, aby uznały go za króla.

W jakieś dziesięć lat po zwycięstwie nad Alemanami, Klowis oznajmił iż jego sumienie nie może zaznać spokoju, dopóki ariańscy heretycy rządzą południową Galią. Wkrótce też najechał ziemie Wizygotów. Opuszczeni zarówno przez kler jak i lud rejonu oba z których wolały katolickiego Klowisa, Wizygoci zostali pokonani i wyzuci ze wszystkich ziem w Gali z wyjątkiem wąskiego pasa na południowym skraju. Tylko groźba interwencji ze strony króla Ostrogotów Teodoryka, który nie chciał ujrzeć jak wojowniczy Klowis usadawia się na pograniczu Italii, uchroniła Burgundczyków od podboju. Zostali oni później pokonani przez syna Klowisa po śmierci Teodoryka.

Siła Franków tkwiła w ich ojczyźnie położonej po obu stronach dolnego Renu. Liczba tych, którzy wkroczyli do samej Galii była prawdopodobnie niewielka. Na wschód i północny wschód od Paryża imigranci frankońscy, jak się wydaje, zajęli nie używaną ziemię i założyli całkiem sporo nowych wiosek. Na zachód od Paryża osady takie były rzadkością i nie było praktycznie żadnej na południe od Loary. Frankowie stali się politycznymi i militarnymi władcami Galii. Oficjele i przyjaciele królów frankońskich weszli w posiadanie majątków ziemskich i mieszali się z galorzymską arystokracją. Mieli oni jednak niewielki wpływ na kulturę i rozwój cywilizacji regionu. Chłopi uprawiali swe pola, tak jak w przeszłości i mówili między sobą potoczną łaciną stającą się powoli językiem francuskim. Hrabiowie frankońscy władali w miastach równolegle z biskupami chrześcijańskimi, ale dawne granice civitates i prowincji nie uległy zmianom. Krótko mówiąc, istotną różnicą między państwem frankońskim a różnymi państwami Wizygotów, Ostrogotów i Wandalów było to, iż państwo Franków zawierało w sobie ojczyznę najeźdźców. Germańska monarchia opierała się zarówno na galoromańskich jak i germańskich podstawach.

Nie wiadomo dokładnie kiedy ostanie garnizony rzymskie wycofały się z Brytanii. Podaje się zazwyczaj rok 407 n.e. i jest to data równie dobra jak inne. Od owej chwili aż po VIIw. historia tejże wyspy jest bardzo niejasna. Są podstawy, aby przypuszczać, iż zaraz po wycofaniu się Rzymian legiony szkockich zawadiaków z Irlandii najechały Brytanię zakładając małe królestwa na jej ziemiach. Jednym z królów, który – jak się zdaje – panował zarówno w Irlandii jak i w części Brytanii, był na poły mityczny Vortigern. Germanie jednak, którzy nękali wybrzeża Brytanii przez sto lub więcej lat, nie ustawali w swych najazdach. Wkrótce też zaczęli się oni pojawiać już nie tylko jako grabieżcy, lecz również jako osadnicy. Ogólnie rzecz biorąc, lud Brytanii Rzymskiej zwykł zamieszkiwać wyżyny o suchej glebie, a unikał wilgotnych gleb dolin rzecznych. Dla Germanów, którzy przyzwyczajeni byli do mokradeł i głębokich lasów, doliny te były idealnym miejscem na założenie osady. Stąd też brnęli oni łodziami w górę rzek południowego i wschodniego wybrzeża, osiedlając się po obu ich stronach.

Na niektórych przynajmniej obszarach Brytoni i Germanie zdawali się żyć ze sobą względnie w pokoju przez dłuższy czas – Brytoni na wyżynach a Germanie w dolinach. Wraz jednak z rozrostem osadnictwa germańskiego konflikt stawał się nieuchronny. Nie wiemy nic o zmaganiach między Brytonami a ich germańskimi wrogami poza tym, iż były one długie i zaciekłe. Jeśli istnieją historyczne przesłanki legendy o królu Arturze, był on jednym z wodzów Brytonów stających w obronie swej ziemi. Krok po kroku Germanie triumfowali. Przed rokiem 577n.e. dotarli do Severn, odcinając w ten sposób Brytonów od Devonu i Kornwalii – które pozostały niezdobyte aż do VIIIw. – od ich sprzymierzeńców w Walii i północnozachodniej Anglii. W 613 te dwie ostanie grupy zostały rozdzielone, kiedy Germanie zajęli Chester. Germanie tak więc przed rokiem 615 posiedli cały obszar dzisiejszej Anglii z wyjątkiem Devonu i Kornwalii, Walii oraz Lancashire’u, Kumberlandii i Westmorelandii.

Germańscy zdobywcy Anglii pochodzili z półwyspu, który należy dziś do Danii oraz z części Niemiec tuż na południe od niego. Nazywali siebie Anglami, Saksonami i Jutami. Byli oni blisko spokrewnieni pod względem języka, obyczajów i tradycji. Dla celów historycznych nie jest istotne rozróżnianie między tymi ludami, toteż zwyczajowe nazywanie ich po prostu Anglosaksonami zdaje się całkowicie uzasadnione. Dokonany przez nich podbój większej części Anglii był znacznie bardziej dogłębny niż inne germańskie podboje, o których mówiliśmy do tej pory. Chociaż ostatnio przeprowadzone badania zdają się sugerować, iż kilka z istniejących wiosek pozostało w rękach ich mieszkańców i że pewna liczba Brytonów, zwłaszcza kobiet, mogła stać się niewolnikami, Anglosaksoni z reguły zabijali lub wypędzali Brytonów, przejmując ich ziemię. Okupowana przez najeźdźców Anglia w 615r. stała się ziemią germańskich wiosek zagospodarowywanych przez Germanów. Inaczej miały się sprawy na ziemiach podbitych później. W Kornwalii i części Devonu Anglosaksoni byli wojskowymi zdobywcami władającymi podbitym ludem; tyczyło to sie zwłaszcza północnowschodnich rejonów zabranych celtyckiemu królestwu Strathclyde. Na żadnym obszarze wyspy cywilizacja rzymska nie przetrwała, choć ślady po niej mogły wciąż być widoczne. Brytania była teraz podzielona między Celtów i Germanów.

Omówiliśmy pokrótce rzymskie, celtyckie i germańskie elementy dziedzictwa średniowiecznej cywilizacji. Wspomnieliśmy również niespokojne początki procesu, na skutek którego owe elementy się połączyły. Należy jednak pamiętać, iż proces ten trwał kilka stuleci. Wiele istotnych składników dziedzictwa leżało uśpione przez długi czas, zanim znalazły one swoje miejsce w ostatecznej mieszance, którą nazywamy cywilizacją wieków średnich. Prawo rzymskie, na przykład, nie odgrywało większej roli przed XIw., a wpływy celtyckie na kulturę germańską zaczęły mieć znaczenie dopiero w XIIw. Stąd też Czytelnik winien okazać cierpliwość, czytając wiele stron, zanim zrozumie w pełni zasadność omówienia spraw, z których składa się pierwszy rozdział tej książki.

Równie znaczące jak zlanie się rzymskiej i germańskiej kultury było geograficzne przesunięcie się ośrodka wojskowej, a co za tym idzie, politycznej władzy. Germanie podbili wprawdzie zachodnie prowincje Imperium, nie zaokupowali ich jednak w znacznym stopniu. Ludy germańskie które założyły państwa w rejonie śródziemnomorskim były względnie niewielkie liczebnie i funkcjonowały jako armie okupujące. Utrzymały one swe pozycje tylko tak długo jak nie musiały stawiać czoła poważnemu wrogowi. Ostrogoci i Wandalowie zostali obaleni przez wojska Justyniana, a półtora wieku później Wizygoci zostali ujarzmieni przez ludy muzułmańskie. Tak więc, chociaż Germanie zniszczyli militarną i polityczną moc Rzymu w zachodniej części basenu śródziemnomorskiego, nie potrafili zastąpić go silnym porządkiem własnego pomysłu. Ośrodek władzy przeniósł się de facto do rejonów zajętych przez Germanów, gdzie wojska ich utrzymywały stabilne bazy na lądzie. Wraz z upadkiem królestwa Ostrogotów w Italii, Frankowie stali się dominującym mocarstwem militarnym w Europie Zachodniej; a jak już wspomnieliśmy ich siły leżały w północnowschodniej Galii oraz dolinie Renu. Stąd też, choć średniowieczna cywilizacja wyrosła ze związku rzymskich i germańskich elementów, rozwinęła się ona nie w rejonie śródziemnomorskim, lecz – w ojczyźnie Germanów.

To przeniesienie ośrodka władzy z regionu śródziemnomorskiego do północnej Europy pociągnęło za sobą uderzającą zmianę w jego otoczeniu geograficznym. Mówiąc pokrótce, wybrzeże Morza Śródziemnego posiadało ciepły i suchy klimat oraz lekkie i płytkie gleby. Nie wiele było lasów i zaledwie w kilku dolinach rzecznych i nielicznych obszarach, które można było nawodnić, występowała gleba godna miana żyznej. Północna Europa była ziemią mroźnych zim i chłodnych okresów letnich przy stosunkowo dużych opadach w ciągu roku. Niegdyś była całkowicie pokryta puszczami, w których rosły dęby, brzozy i jesiony. Kiedy osadnicy wykarczowali fragment lasu, znajdowali ciężką, głęboką, żyzną ziemię. W porównaniu z rejonem śródziemnomorskim ojczyzna Franków była zimna, dzika i mroczna, posiadała jednak wielki potencjał. Jej żyzna ziemia miała się stać podstawą gospodarki wielkich państw Europy Zachodniej w średniowieczu.



Rozdział II

Wschodnia kultura prawosławna 3.

Cesarstwo Bizantyjskie i jego wrogowie 4.

Początki Rosji



Wielkie migracje Germanów, które w Vw wieku sprawiły, iż zachodnie prowincje Imperium Rzymskiego znalazły się pod kontrolą Anglosasów, Franków, Burgundów, Wizygotów, Ostrogotów i Wandalów nie miały względnie wielkiego wpływu na prowincje wschodnie. Prowincje znajdujące się na południe od Dunaju były wprawdzie najeżdżane, Germanie nie osiedlali się tam jednak na stałe; a jeśli chodzi o Azję Mniejszą, Syrię, Palestynę oraz Egipt, rejony te pozostały w zasadzie nietknięte. Kiedy Romulus august (475-76) – ostatni cesarz rezydujący na Zachodzie – utracił tron, jego odpowiednik Zeno kontynuował swe rządy w Konstantynopolu. Zeno oraz jego następcy z trudem radzili sobie w utrzymaniu swych własnych prowincji na wschodzie i nie mogli zdziałać niczego, aby odzyskać terytoria zachodnie. W 518 roku jednakże władza przeszła w ręce człowieka o nieprzeciętnych zdolnościach – Justyniana (527-65), który to wpierw w zastępstwie za swego wuja a potem jako cesarz rządził przez czterdzieści siedem lat.

Szczęściem Justyniana było, iż miał on na swe usługi dwu znakomitych generałów: Belisariusza i Narsesa. Ci dwaj, stojąc na czele wojsk składających się głównie z barbarzyńskich najmitów, pokonali wrogów Cesarstwa. Krótka wojna przeciwko Persom przyniosła w 532 roku pokój, który czasowo zabezpieczył wschodnią granicę, tak że wojska Justyniana mogły zwrócić się ku zachodowi. Dziesięcioletnia kampania zniszczyła państwo Wandalów i pozwoliła odzyskać Afrykę Północną. Niemal dwudziestu lat trzeba było, aby pokonać Ostrogotów i przywrócić Italię Cesarstwu. Południowy skrawek półwyspu hiszpańskiego wydarty został Wizygotom. Chociaż Brytania, Galia oraz większość Hiszpanii nie zostały objęte jego jurysdykcją, Justynian dzierżył serce Imperium Rzymskiego zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie. Długie kampanie jednak wyczerpały szczupłe zasoby państwa, wobec czego następcy Justyniana nie byli w stanie utrzymać tego, co zdobył. Trzy lata po śmierci Justyniana Lombardowie wkroczyli do Italii, a Wizygocie prędko wypchnęli siły cesarskie z Hiszpanii. Nie minęło wiele czasu, a Rawenna, południowa Italia, Sycylia i Afryka Północna pozostały się jedynymi posiadłościami cesarskimi na Zachodzie. 3.

Cesarstwo Bizantyjskie i jego Wrogowie

Justynian nazywany jest, i to całkiem słusznie, ostatnim cesarzem rzymskim. Chociaż jego następcy nie zaprzestali używać tego tytułu, utracili oni kontrolę nad zachodnią i łacińską częścią Imperium, i nie zabiegali o nią. Władcy hellenistycznego Wschodu znani są z reguły jako cesarze bizantyjscy, a państwo ich – jako Cesarstwo Bizantyjskie. W rzeczy samej, rzymskie aspekty imperium Justyniana były może bardziej pozorne niż rzeczywiste. Łacina była językiem na jego dworze oraz najwyższych urzędach. Jego prawnicy spisali po łacinie Kodeks oraz Wybór – wielkie streszczenia prawa rzymskiego, które miały odnieść niebagatelny wpływ na przyszłe kultury. Jednakże fakt, iż Konstantynopol był greckim miastem i język grecki był podstawowym językiem na większości obszaru imperium, jest jasno zaznaczony tym, że niemal natychmiast pojawiły się po grecku skrócone wersje Kodu i Wyboru. A i co do architektury, Justynian skłaniał się ku stylom wschodnim. Największa jego budowla, wspaniały kościół św. Zofii, nie był prostą rzymską bazyliką o płaskim dachu, ale obszerną zwieńczoną kopułą konstrukcją, zaprojektowaną przez greckich architektów z zastosowaniem koncepcji rozwiniętych w Syrii. Justynian, będąc wprawdzie zasadniczo rzymskim cesarzem, uwielbiał bizantyjską architekturę. Co więcej, nie ma żadnych wątpliwości co do tego, iż w pięćdziesiąt lat po jego śmierci dwór jak i najwyższe urzędy państwowe stały się greckie. Kiedy przyszły cesarz Maurycy pisał swój sławny traktat o technice wojennej około roku 580, czuł potrzebę podania greckiego odpowiednika każdego terminu łacińskiego, którego użył.

Przekład: Jarek Zawadzki

Powrót do spisu

Strona powitalnaMapa witrynyPolish Poetry in EnglishEnglishEsperantoChinese 波兰中文E-mailKuchnia chińska

Designed by Jarek Zawadzki jz[æt]tlumacz-chinskiego.pl Tłumaczenia języka chińskiego