Próbki przekładów

Poleciał paw na południowy wschód fragment

Poleciał paw na południowy wschód,
Po pięciu milach już zwątpił w swój trud.
„W trzynastym roku tkałam ci jedwabi zwoje,
Gdy lat czternaście miałam, barwne szyłam stroje,
W piętnastym roku życia harf pojęłam tony,
W szesnastym Pieśni znałam i Historii strony.
Lat siedemnaście mając, twą zostałam żoną,
Lecz rozpacz w sercu moim cierpię niezmierzoną.
Ty, urzędnikiem będąc, musisz wszak codziennie
Swój obowiązek każdy wypełniać sumiennie;
Sama w pustej komnacie dzionek spędzam cały:
Trudno by oczy nasze często się widziały.
Gdy kur znów pieniem swoim mnie budzi przy krośnie.
To wiem już, że tej nocy nie zasnę, nie pośnię.
Trzy dni pięć zwojów tkałam, każdy mnie wyzywa,
Że w pracy się opóźniam, że jestem leniwa.
Ale nie w tym rzecz przecież, że tkałam powoli,
Lecz w tym, że twą być żoną tak na duszy boli.
Ach, wymaganiom twoim nie potrafię sprostać,
Nie mam ja więc powodu, by w twym domu zostać;
Matce swej powiedz, jeśli coś doradzić mogę,
By mnie rychło w powrotną wyprawiła drogę.”
Kiedy poznał urzędnik smutki swojej żony,
Wnet do matki się udał, mówiąc rozżalony:
„Ma pensja urzędnicza marna jest niestety.
Szczęśliwy z poślubienia jestem tej kobiety.
Na wspólnych dziś poduszkach śpimy oraz matach,
Więc nic nas nie rozłączy nawet i w zaświatach.
Trzy lata temu ledwie mieliśmy wesele,
Spędziliśmy ze sobą czasu nie tak wiele.
Dziewczyna to porządna, uczynna i miła,
Na złe czym traktowanie sobie zasłużyła?”
A matka wtedy na to synowi odpowie:
„Coś ci się chyba, synku, pomieszało w głowie.
Nie ma za grosz szacunku ona ni ogłady,
Sama, co chce, to robi ― nie ma na nią rady.
Już bardzo dawno, synku, zawiodłam się na niej,
Jak śmiesz rozmawiać z matką i mieć własne zdanie!
Sąsiad obok ma córkę zacną, uzdolnioną;
Qin Luofu się nazywa, będzie twoją żoną.
Jej wdzięk niedościgniony na ziemi ni w niebie,
Już byłam o jej rękę upraszać dla ciebie.
Trzeba ją więc czym prędzej szykować do drogi,
Niech w naszym domu więcej nie postawi nogi.”
Urzędnik na kolana upada przed matką,
I błaga, bijąc przed nią w dół czołem nierzadko:
„Jeśli się zdecydujesz na jej wyrzucenie,
To ja się nigdy więcej w życiu nie ożenię.”
A matka, skoro słyszy, co syn mówi do niej,
Jak pięścią nie uderzy, gniewem nie zapłonie:
„Powiedz, czy ty się chłopcze niczego nie boisz,
Jakimże ty to prawem murem za nią stoisz?
Ciepłych uczuć nie żywię do tej pstrej gosposi.
Błaganiom nie ulegnę. Niech się stąd wynosi!”
Urzędnik wtedy na to nie rzekł ani słowa.
Z żoną wnet go niełatwa czekała rozmowa.
Wchodzi tak więc do domu i powiada do niej,
A głos mu drży niepewny, pot mu rosi skronie:
„To nie ja cię wypędzać pragnę dzisiaj, miła,
Lecz matka żąda, abyś dom ten opuściła.
Wróć do rodziców swoich, tam przeczekaj burzę,
Ja spraw załatwić kilka muszę w prefekturze,
Ale wszystkie je szybko załatwić dam radę
I zanim się obejrzysz, po ciebie przyjadę.
Więc tak się umawiamy, spokojna twa głowa,
Ja na pewno nie złamię danego ci słowa.”
A tak odpowie na to urzędnika żona:
„Nie ma co próżno gadać, sprawa przesądzona.
Gdy dom mej matki wiosną pożegnałam drogi,
I w domostwa twojego zawitałam progi,
Mej teściowej, twej matce, służyłam oddanie,
Nie znałam, co swoboda ani własne zdanie,
Dniem czy nocą powinność spełniałam od ręki,
W samotności znosiłam wszystkie swe udręki
I nigdy złego słowa nie rzekłam nikomu,
Z wdzięcznością wielką służąc głowie tego domu;
A jednak mnie dziś z domu wypędza teściowa.
O jakimże powrocie tu może być mowa?
Mam ja suknię jedwabną, zdobioną bogato,
Na której hafty własną błyszczą się poświatą;
Mam też baldachim z tiulu nad łóżkiem czerwony,
Wonnościami po rogach czterech obwieszony;
Wiele mam też szkatułek, siedemdziesiąt może,
Każda sznurek jedwabny ma w listków kolorze,
A w każdej ze szkatułek drobiazgi są moje.
Tyle jest tam ich różnych, że zliczyć się boję.
Z plebsu jestem, więc wszystko tandetne ogromnie,
Zbyt marne będą dla tej, która przyjdzie po mnie,
Więc na pamiątkę sobie pozostaw szpargały;
Moją osobę będą ci przypominały,
Bo my się nigdy więcej już nie zobaczymy,
A one będą z tobą przez wiosny i zimy.”
Kogut pieje, promyki świt rozsiewa swoje,
Młoda żona odświętne dziś zakłada stroje.
„Wpierw sukienkę obcisłą na siebie założę,
Wszystko grać musi, źle nic wyglądać nie może,
Potem butki jedwabne jeszcze wezmę sobie
I szylkretową spinką włosy przyozdobię.”
Aksamit wokół talii czystością zachwyca,
A w uchu klejnot błyszczy niczym blask księżyca.
Bielą pędów cebuli jej palce się mienią,
Jej usta emanują cynobru czerwienią.
Delikatnie i z wdziękiem pląsa stopy dwiema,
Drugiej takiej na świecie z taką gracją nie ma.
Idzie, by się z teściową pożegnać w salonie,
Teściowa nieustannym pała gniewem do niej.
„Kiedy się urodziłam i gdy byłam mała,
Tom się na wsi zapadłej była wychowała,
Niczego mnie w tej dziczy tam nie nauczono;
Wstyd to zatem, żem była pani syna żoną,
Pieniędzy dostawałam od matki tak wiele,
A nigdy nie spełniłam oczekiwań w dziele.
Do domu wracać trzeba mi nieubłaganie,
Żal mi, że matka sama w kłopocie zostanie.”
[...]

Wiersz ten w całości zamieszczony został w pierwszym tomie antologii pt. Dawna literatura chińska

《孔雀東南飛》
 — 摘錄

孔雀東南飛 五里一徘徊
十三能織素 十四學裁衣
十五彈箜篌 十六誦詩書
十七為君婦 心中常苦悲
君既為府吏 守節情不移
賤妾留空房 相見常日稀
雞鳴入機織 夜夜不得息
三日斷五疋 大人故嫌遲
非為織作遲 君家婦難為
妾不堪驅使 徒留無所施
便可白公姥 及時相遣歸
府吏得聞之 堂上啟阿母
兒已薄祿相 幸復得此婦
結髮同枕席 黃泉共為友
共事二三年 始爾未為久
女行無偏斜 何意致不厚
阿母謂府吏 何乃太區區
此婦無禮節 舉動自專由
吾意久懷忿 汝豈得自由
東家有賢女 自名秦羅敷
可憐體無比 阿母為汝求
便可速遣之 遣之慎莫留
府吏長跪答 伏惟啟阿母
今若遣此婦 終老不復取
阿母得聞之 捶牀便大怒
小子無所畏 何敢助婦語
吾已失恩義 會不相從許
府吏默無聲 再拜還入戶
舉言謂新婦 哽咽不能語
我自不驅卿 逼迫有阿母
卿但暫還家 吾今且報府
不久當歸還 還必相迎取
以此下心意 慎勿違吾語
新婦謂府吏 勿復重紛紜
往昔初陽歲 謝家來貴門
奉事循公姥 進止敢自專
晝夜勤作息 伶俜縈苦辛
謂言無罪過 供養卒大恩
仍更被驅遣 何言復來還
妾有繡腰襦 葳蕤自生光
紅羅復斗帳 四角垂香囊
箱簾六七十 綠碧青絲繩
物物各自異 種種在其中
人賤物亦鄙 不足迎後人
留待作遣施 於今無會因
時時為安慰 久久莫相忘
雞鳴外欲曙 新婦起嚴妝
著我繡裌裙 事事四五通
足下躡絲履 頭上瑇瑁光
腰若流紈素 耳著明月璫
指如削蔥根 口如含朱丹
纎纎作細步 精妙世無雙
上堂拜阿母 母聽去不止
昔作女兒時 生小出野里
本自無教訓 兼媿貴家子
受母錢帛多 不堪母驅使
今日還家去 念母勞家裏
[...]